TAKI BYŁ LUBELSKI LIPIEC ’80. DZIŚ 24. ROCZNICA STRAJKU W ŚWIDNICKIEJ WYTWÓRNI SPRZĘTU KOMUNIKACYJNEGO.
Poczucie solidarności i niesamowita cisza na ulicach, w parkach, na skwerach – tak wspominają „Lubelski Lipiec 1980” ci, którzy aktywnie brali udział w strajkach nie bacząc na konsekwencje i ci, którzy byli z nimi sercem. Dziś – 8 lipca 2004 roku mijają 24 lata od chwili, gdy w świdnickiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego rozpoczął się strajk.
Kilka dni później stała już większość zakładów Lublina i regionu. Mówi się nawet, że Lublin jest miastem szczególnym – tu w 1944 roku ukonstytuowała się władza ludowa i opublikowano Manifest PKWN i tu, 36 lat później, zaczął się jej koniec.
Norbert Wojciechowski, obecnie lubelski wydawca, na początku lat osiemdziesiątych rzecznik KUL-u i działacz Solidarności, któremu przed SB zdarzało się nawet uciekać z domu w pidżamie, nie ma wątpliwości, że tak właśnie było. Jak mówi, Lubelski Lipiec to pierwszy kamyk lawiny, która w końcu zmiotła komunizm z Polski, a później całej Europy. - To był palec boży. W Świdniku i Lublinie zaczął się demontaż systemu. Moim zdaniem to sprawiedliwość dziejowa, ponieważ właśnie z Lublina i regionu lubelskiego jesienią 1944 roku deportowano na Syberię ponad 3 tysiące żołnierzy AK i właśnie w tym mieście – jako pierwszej stolicy Polski Ludowej – zasądzono i wykonano kilkadziesiąt wyroków śmierci na wrogach Polski Ludowej – przekonuje. – Szkoda, że Lublin do tej pory nie potrafi wykorzystać tego faktu i cały świat myśli, że Solidarność i droga do wolności zaczęła się w Gdańsku. Gdy opowiadam Niemcom, Holendrom, Francuzom, jak naprawdę było, otwierają oczy ze zdumienia – podkreśla. – Pomyślałem wtedy, że gdy w Lublinie, mieście bez żadnych tradycji wystąpień robotniczych zaczynają się strajki, to musi być koniec komunizmu.
|