W drugiej połowie września 1939 roku, generał Franciszek Kleeberg przeprowadził oddziały
SGO "Polesie" z Brześcia do Kowla, a następnie wyruszył na pomoc walczącej Warszawie. Stolica upadła, zanim nadeszła odsiecz. Gen. Kleeberg podjął decyzję o przebijaniu się w Góry Świętokrzyskie. Na drodze jego oddziałów stanęła jednak 13 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej Wermachtu.
Preludium
1 października, około
godziny 12.00 oddział 2 Pułku Ułanów, zajmujący pozycję na
północ od Kocka, zaobserwował niemiecki patrol, składający się
z trzech samochodów pancernych, kierujący się w stronę Radzynia.
Kpr. Mierzejewski, celowniczy działka przeciwpancernego oddał trzy
strzały w stronę Niemców, ani razu nie chybiając. We wraku
jednego ze zniszczonych pojazdów, przy zwłokach dowódcy zwiadu,
kpt. Lomke, znaleziono teczkę z mapami, opisującymi dokładne
położenie niemieckiej 13 Dywizji Piechoty Zmechanizowanej. Kpt.
Lomke wiózł je do Radzynia, gdzie znajdował się sztab oddziałów
Armii Czerwonej. Z materiałów tych wynikało, że drogę SGO
„Polesie” zagrodziła świeża dywizja, która nie walczyła
jeszcze w kampanii wrześniowej. Generał Kleeberg wiedział, że
jego żołnierze są zmęczeni ciągłymi marszami, a zmotoryzowana
dywizja niemiecka z łatwością może blokować jego manewry.
Postanowił przyjąć bitwę i przebijać się dalej w stronę
składnicy wojskowej w Stawach.
Bitwa pod Kockiem- przygotowania 
Bitwa pod Kockiem- przebieg 
Uderzenie niemieckie
Dowódca 13 Dywizji
Piechoty Zmechanizowanej, generał Otto, nie był początkowo pewien
jakie siły napotkał. Zgodnie z informacjami niemieckiego Sztabu
Generalnego walki w Polsce były właściwie zakończone. Nie sądził,
by siły polskie mogły być większe od jednej, osłabionej dywizji.
Podjął więc decyzję o natychmiastowym, gwałtownym ataku na Kock
i Serokomlę. Był pewien, że dysponując przewagą artylerii,
wsparciem lotniczym i oddziałami pancernymi z łatwością oskrzydli
i zniszczy przeciwnika.
Dwuetapowe natarcie na
Dywizję Kawalerii „Zaza”, podjęte 2 października zostaje przez
Polaków odparte. W ciężkich walkach w Serokomli kawaleria SGO
„Polesie” kilkakrotnie kontratakuje, wypierając Niemców z
miasteczka. Jednocześnie cześć ułanów obchodzi stanowiska
nieprzyjaciela z i uderza z rejonu Józefowa, przez bagienną dolinkę
na tyły Niemców. Przerażeni nagłym atakiem żołnierze Wermachtu
rzucają się do ucieczki. Oddziały polskie biorą ponad 200 jeńców.
Również atak na Kock zostaje odparty - miasto płonie, a obie
strony ponoszą ciężkie straty. Tego samego dnia, widząc
niepowodzenia pod Kockiem i Serokomlą, generał Otto organizuje atak
na południe od Kocka, na znajdującą się tam 50 Dywizję Piechoty
„Brzoza”, starając się oddzielić ją od reszty polskich
oddziałów. Wiedząc, że Polacy nie mają czołgów, rzuca do walki
własne siły pancerne. Pojazdy niemieckie trafiają jednak pod
niezwykle celny ognień baterii artylerii kpt. Henryka Głowackiego i
mimo wsparcia własnej artylerii ponoszą straty i zostają zmuszone
do wycofania się. Gwałtowny kontratak dywizji „Brzoza” odrzuca
Niemców i przywraca jej łączność z pozostałymi oddziałami SGO
„Polesie”.
3 października –
generał Kleeberg atakuje
W nocy z 2 na 3
października w sztabie SGO „Polesie” zapada decyzja o
kontrnatarciu. Generał Kleeberg zna rozmieszczenie sił niemieckich,
wie, że mają one spore straty. Z niezwykłą precyzją planuje
atak, rozdziela oddziały do poszczególnych zadań, organizuje
łączność i współdziałanie. Rankiem polskie oddziały uderzają.
Atak zaskakuje Niemców,
przywykłych do narzucania swojej inicjatywy. Generał Otto
początkowo nie może opanować chaosu, jaki wywołuje rozbicie przez
piechotę dywizji „Brzoza”, czołowych oddziałów jego
zgrupowania na linii szosy Kock-Serokomla. Jednocześnie 179 pułk
piechoty atakujący z Kocka wzdłuż drogi na Przytoczno, wychodzi
na tyły Niemców, niszczy ogniem maszynowym baterię ich artylerii.
Podciągnięte, w ostatniej chwili, posiłki niemieckie odpierają
polskie natarcie i zmuszają do cofnięcia się 179 pułk, ale
wówczas Polacy uderzają na północy. Spieszona kawaleria 1
pułku ułanów i 3 pułku szwoleżerów idzie do natarcia przez
podmokłą dolinkę Czarnej, powoli przebijając się przez
niemieckie oddziały. Wspiera je 3 pułk strzelców, który
objechawszy niemieckie pozycje i zająwszy wieś Poznań zniszczył
znajdującą się tam artylerię wroga. Kawalerzyści zawracają i
atakuja piechotę niemiecką od tyłu. Żołnierze generała Otto
wpadają w panikę, wycofują się ponosząc ciężkie straty. Brak
amunicji sprawia, że kawaleria nie może kontynuować natarcia –
gdyby nie to odziały niemieckie zostałyby całkowicie zniszczone.
13 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej brakuje odwodów, jej żołnierze
są zdemoralizowani klęskami, jej dowódca, zaskoczony doskonałą
organizacją i skutecznością polskich ataków nakazuje przejście
do obrony. Generał Otto domaga się wsparcia i posiłków; naczelne
dowództwo Wermachtu, orientując się, że może przegrać tę
bitwę, ściąga na pomoc 29 Dywizję Piechoty Zmotoryzowanej. Nowe
oddziały zbliżając się do Kocka z północnego zachodu, mają
wziąć Polaków w kleszcze.
Interludium
Wieczorem, 3 października
polskie oddziały kontynuują marsz w stronę Stawów. Generał
Kleeberg wie, że brak amunicji jest teraz największą przeszkodą w
prowadzeniu walki, dlatego zajęcie magazynów staje się sprawą
życia i śmierci. Żołnierze, mimo zmęczenia walką, ruszają
znowu na zachód. Niemcy początkowo nie próbują atakować – 13
Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej wciąż próbuje otrząsnąć się po porannej klęsce. Polscy żołnierze usiłują odpocząć w nocy, w
czym przeszkadza nieustanna kanonada niemieckiej artylerii.
4 października Niemcy
zajmują opuszczone przez SGO „Polesie” stanowiska w Kocku i
Serokomli. Generał Otto wydaje rozkaz o jednoczesnym uderzeniu na
Wolę Gułowską i Adamów. W Woli Gułowskiej dochodzi do ciężkich
walk – osłaniająca marsz SGO Dywizja Kawalerii „Zaza” zostaje
wyparta ze wsi, a kolejne kontrataki nie przynoszą rezultatu. Z kolei
niemiecki atak na Adamów, prowadzony przez oddziały, które
poniosły znaczne straty poprzedniego dnia, załamuje się łatwo w
ogniu 182 pułku piechoty dywizji „Kobryń”.
Jednocześnie, pierwsze
oddziały 29 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej, wchodzą do walki.
Generał Lemesen, jako pierwsze rzuca do walki siły pancerne,
atakując pozycje dywizji „Kobryń” i „Zaza”. Odział
samochodów pancernych zostaje jednak całkowicie zniszczony, co
sprawia, że pozostałe jednostki niemieckie natychmiast nabierają
respektu – wycofują się i czekają na resztę 29 Dywizji.
Ostatnia bitwa.
Wieczorem, 4 października,
na stacji kolejowej w miejscowości Krzywda generał Kleeberg zbiera wszystkich
dowódców podległych mu oddziałów i prezentuje im swój plan
bitwy. Zamierza zniszczyć obie dywizje niemieckie, koncentrując
uderzenia najpierw na 13, a potem 29 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej.
Wydane zostają dokładne rozkazy, dotyczące współdziałania
oddziałów i koordynacji kolejnych uderzeń.
5 października, rano
Niemcy, ośmieleni zajęciem Woli Gułowskiej, atakują polskie
pozycje. Generał Otto jest popędzany przez sztab Wermachtu – tego
dnia w Warszawie przed Adolfem Hitlerem odbywa się defilada
zwycięstwa, w świat poszły już informacje o całkowitej
kapitulacji wszystkich sił polskich! Szybko okaże się, że
wiadomości te były przedwczesne.
Niemieckie natarcie,
przewidziane przez gen. Kleeberga, spotyka się z kontratakiem 179,
182 i 184 pułku dywizji „Kobryń”. Polacy odpierają atak, z
łatwością wypierają niemiecką piechotę z Helenowa, ale nie mogą
zdobyć Woli Gułowskiej. Oddziały 13 Dywizji Zmotoryzowanej twardo
bronią się w klasztorze i na ufortyfikowanym cmentarzu. Polskiej
artylerii brakuje amunicji, by przełamać niemieckie umocnienia.
Jednocześnie, na północy, w okolicy Adamowa, dywizja „Brzoza”
nie wytrzymuje ataku. Jej oddziały zostają zepchnięte, a Niemcy
wychodzą na skrzydło dywizji „Kobryń” wciąż zaangażowanej
w walki w Woli Gułowskiej. Sytuacja staje się krytyczna, kolejne
kontrataki polskie nie dają rezultatu, wobec siły ognia i
determinacji żołnierzy generała Otto. Około godziny 16 następuje
punkt kulminacyjny bitwy. Dywizja „Kobryń”, po raz kolejny uderza
na Wolę Gułowską. Tym razem, poza atakiem 184 pułku od czoła,
samodzielny batalion 179 pułku piechoty, pod dowództwem mjr Bartuli,
atakuje wschodnią część wsi. Choć polski dowódca ginie, natarcie
zaskakuje Niemców. Wzięci w kleszcze żołnierze Wermachtu wycofują
się z cmentarza i klasztoru. Kilkudziesięciu z nich rzuca broń i
oddaje się do niewoli. Generał Otto nie myśli już o ataku,
nakazuje odwrót. Widząc zdobycie Woli Gułowskiej, pułkownik
Epler, dowódca dywizji „Kobryń” rzuca do walki brygadę
kawalerii płk Milewskiego. Uderzenie, wyprowadzone na południowym
skrzydle, gdzie dotąd nie było walk, całkowicie zaskakuje
niemieckie dowództwo. Polska kawaleria dziesięciokilometrowym
rajdem zajmuje kolejno Budziska i Charlejów, przełamując obronę
wroga i wychodząc głęboko na jego tyły. Jeden z dywizjonów wpada
do wsi Poznań i niszczy stacjonującą tam artylerię, budząc
przerażenie w niemieckim dowództwie. Planowy odwrót oddziałów 13
Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej zmienia się w panikę. Polscy
kawalerzyści tryumfalnie raportują przez telefon:
Charlejów zajęty.
Jesteśmy na tyłach wroga. Nieprzyjaciel rzuca broń i rynsztunek i
cofa się w popłochu.
Niemiecka obrona jest
przełamana na całej niemal linii – jedynie na na północy, w
okolicach Adamowa, wciąż trwają walki. Polacy są zwycięzcami.
Kapitulacja
W chwili tryumfu, do płk
Eplera, przychodzi jednak hiobowa wieść: koniec amunicji. Polskie baterie wystrzelały ostatnie pociski, żołnierzom pozostało
tyle nabojów, ile mają przy sobie. We wsi Horodzieszka, w
chłopskiej chałupie, generał Kleeberg, który nie przegrał dotąd
żadnej bitwy, wydaje rozkaz zaprzestania ognia. Swoim oficerom mówi:
Odnieśliśmy
sukces, możemy jutro zniszczyć zupełnie 13 DPZmot. Ale za jaką
cenę? Zwiążemy się walką i otworzymy drogę na własne tyły
dla 29 DPZmot. Nie mamy już amunicji. Jutro, gdy od tyłu wkroczą
nowe siły niemieckie, to niepotrzebna będzie śmierć naszych
żołnierzy. Nie pytam dowódców o zdanie – ciężar tej decyzji
biorę na siebie.
Około godziny 19.30
generał Kleeberg wydaje swój ostatni, słynny rozkaz:
Żołnierze!
Z dalekiego Polesia, znad
Narwi, z jednostek, które oparły się w Kowlu demoralizacji -
zebrałem Was pod swoją komendę, by walczyć do końca.
Chciałem iść najpierw
na południe - gdy to się stało niemożliwe - nieść pomoc
Warszawie.
Warszawa padła, nim
doszliśmy. Mimo to nie straciliśmy nadziei i walczyliśmy dalej,
najpierw z bolszewikami, następnie w 5-dniowej bitwie pod Serokomlą
z Niemcami.
Wykazaliście hart i
odwagę w czasie zwątpień i dochowaliście wierności Ojczyźnie do
końca.
Dziś jesteśmy otoczeni,
a amunicja i żywność są na wyczerpaniu. Dalsza walka nie rokuje
nadziei, a tylko rozleje krew żołnierską, która jeszcze przydać
się może.
Przywilejem dowódcy jest
brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej
najcięższej chwili - każąc zaprzestać dalszej bezcelowej walki,
by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie. Dziękuję Wam za
Wasze męstwo i Waszą Karność, wiem, że staniecie, gdy będziecie
potrzebni.
Jeszcze Polska nie
zginęła. I nie zginie.
Walki trwają jednak jeszcze po północy, a oddziały SGO „Polesie” wystrzeliwują
resztki amunicji. Do składnicy w Stawach, która umożliwiłaby
Polakom dalszą walkę pozostał zaledwie jeden dzień drogi. Około
2.00 w nocy polscy parlamentariusze wręczają Niemcom uzgodniony
tekst kapitulacji. 6 października nad ranem polskie oddziały
rozpoczynają składanie broni. Kończy się ostatnia bitwa Wojny
Obronnej.
Kapitulacja gen. Kleeberga pod Kockiem
Ludwik Głowacki, Działania wojenne na Lubelszczyźnie w 1939 r, Lublin 1976.
Wilhelm Orlik-Rückemann, Kampania wrześniowa na
Polesiu i Wołyniu, 17.IX.1939 – 1.X.1939
oprac. Leopold Jerzewski, Warszawa 1985.
SGO „Polesie”,
praca zbiorowa, Wola Gułowska 2001.
Antoni Sikorski, Kampania
wrześniowa na Lubelszczyźnie w 1939 roku, Lublin 1966.
Wrzesień 1939 w
relacjach i wspomnieniach, oprac. M. Cieplewicz i E. Kozłowski,
Warszawa 1989.
Apoloniusz Zawilski, Bitwy polskiego
września, Warszawa 2009
Opracował Ziemowit Karłowicz
Zobacz także:
Głos Nauczycielski 1980 nr 37 : Żołnierze generała Kleeberga
Sztandar Ludu 1979 nr 225 : Szlakiem "Dywizji Kobryń" : "...Z dalekiego Polesia..."
Sztandar Ludu 1978 nr 247 : Legenda generała
Sztandar Ludu 1969 nr 233 : Ekshumacja zwłok gen. Kleeberga
Kurier Lubelski 1979 nr 227 : Nad Kockiem...
Kurier Lubelski 1979 nr 222 : 2 pażdziernika 1939 r. : ostatnia bitwa
Kurier Lubelski 1979 nr 219 : W 40 rocznicę : ostatnie boje