Stanisław Bojarczuk – „chłopski Petrarka”, poeta samouk, autor około 1000 sonetów, urodził się 5 kwietnia 1869 roku we wsi Krakowskie Przedmieście; dziś jest to jedna z krańcowych ulic Krasnegostawu. W 1891 r. ożenił się z Agatą Chomik i dwa lata później przeniósł się do Rońska, gdzie mieszkał już do końca swoich dni, czyli do 31 grudnia 1956.
Historia rodziny
Rodzice Bojarczuka – Aleksandra i Adam - byli uwłaszczonymi chłopami pańszczyźnianymi. Ośmioosobowa rodzina Bojarczuków zajmowała jedną izbę w dwuizbowej chacie(z sześciorga ich synów tylko trzech dożyło pełnoletności), dzieląc mieszkanie z rodziną Władysława Klawisza. Niedostatek graniczący z nędzą towarzyszył im przez całe życie, a szczególnie po utracie ziemi, którą ojciec późniejszego poety przegrał w karty.
Bieda uniemożliwiła Bojarczukowi solidną edukację, którą był zmuszony zakończyć na dwóch klasach szkoły podstawowej. Jednakże jego talent dostrzegła nauczycielka, pani Bronisława (jej nazwiska nie udało się dotąd ustalić) i mimo opuszczenia przez Bojarczuka szkoły objęła go mecenatem, poświęcając wiele lat na kształtowanie rozwoju swojego byłego ucznia.
Zainteresowania poety
Bojarczuk już jako dorosły mężczyzna pochłaniał wiedzę pochodzącą z różnych dziedzin. Oprócz literatury nteresowały go: nauki przyrodnicze, historia, filozofia, astronomia, kosmologia, malarstwo, rzeźba, architektura, muzyka. Na starość przekazał gospodarstwo synowi, a sam zajął się pasaniem bydła. Jacek Dehnel w felietonie zatytułowanym „Chłopina” ironicznie konstatuje, że „był on ponoć bardzo zadowolony, bo miał czas na pisanie i czytanie. A czytał, co widać z wierszy, sporo, gromadząc dziwną, eklektyczną wiedzę samouka. Wiersze skrobał byle gdzie, na papierzyskach, strzępkach, makulaturze, bez znaków interpunkcyjnych, jak leci, bez spacji, nie mówiąc już o stosowaniu zasad ortografii; jeśli wiersz mu przychodził do głowy w czasie pasania, zdejmował but, kładł wymemłany papier na podeszwie i tak pisał, pokrzykując od czasu do czasu na krowy. Być może raz w życiu wybrał się pociągiem do Warszawy, poza tym żył w swoim kawałku świata, chadzając tylko na odpusty w okolicznych miejscowościach.” Dodając, że „jest coś nieodparcie wzruszającego w tym biedaku ze wsi spod Krasnegostawu, który przez lata brnął do miejskiej biblioteki i czytał, co mógł przeczytać, chłonął młodopolskie wiersze, książki o antycznej kulturze, o historii literatury, o muzyce; który przez kolejne dziesięciolecia, mieszkając w maleńkiej, zatłoczonej izdebce, sypiając na wyrku pod przybitym do ściany portretem Prusa, lepił sonety. Sonety, które już wtedy, kiedy powstawały, były groteskowo przestarzałe, złożone językiem Tetmajera (podczas gdy wydawano Skamandrytów, Przybosia, Czechowicza, Różewicza) i których nikt nie potraktowałby poważnie (na tej samej zasadzie, na jakiej Skamandryci nie traktowali poważnie Leśmiana i Iwaszkiewicza, chłopczyka z prowincji, który zjechał z zapadłych kresów i myślał, że dobry wiersz to wiersz symbolistyczny, podczas gdy symbolizm traktowano tak, jak mniej więcej dziś meblościanki gierkowskie z zestawu „Puszcza 76”.
Udział w życiu społecznym
Bojarczuk nie był jednak wiejskim mędrkiem, jego rozległa wiedza i talent były cenione przez krasnostawską inteligencję, która spotykała się u rejenta Komorowskiego. Wybierano go do powiatowych rad samorządowych, uczestniczył w działalności Związku Młodzieży Wiejskiej i Strzelca. Choć faktem jest, że wśród mieszkańców był uznawany za dziwaka.
Najstarszy wierszy
Najstarszy zachowany wiersz Bojarczuka datowany jest na 1914 r. Nie zachowało się nic z jego wcześniejszej twórczości. Prawdopodobne, iż sam zniszczył swoje pierwsze poetyckie kroki, oceniając je jako nieudolne.
O twórczości
Józef Zięba w artykule „Stanisław Bojarczuk pięćdziesiąt lat czeka na wydawcę” dowodzi, że „Bojarczuk za początek swej świadomej twórczości poetyckiej przyjmuje rok 1924. W tym roku zetknął się z poezją Kazimierza Przerwy - Tetmajera, którego wiersz „O sonecie” wskazał mu formę poetyckiej wypowiedzi. Formie tej pozostał do końca wierny. (…) Sonet zafascynował go jako miniaturowa, kunsztowna konstrukcja poetycka, w której można, jak sugerował Tetmajer, pomieścić wielką problematykę.”
Był też uważnym i wrażliwym obserwatorem. Inspiracje czerpał nie tylko z obserwacji zjawisk przyrody czy zachowań ludzi, ale także z rozległego dorobku mistrzów literatury, jak i filozoficznych rozmyślań nad sensem ludzkiej egzystencji. Bojarczuka, chyba głównie z racji pochodzenia, jeszcze za życia "wciągnięto" na listę poetów ludowych, mimo iż jego twórczość nie wpisuje się w nurt poezji ludowej. Świadczą o tym jego utwory, choćby ten przytoczony poniżej, zatytułowany „Chopin”:
Dotykał klawiatury czułego pianina
Niby piersi dziewczęcej jedwabnej miękkości.
I grzązł heban półtonów w alabastrze kości,
Łkały struny minore jak cnota niewinna.
I muzyka w wszechwspólnym języku ludzkości,
Idyllicznej liryki obrazami płynna,
Koiła niby hausty omszałego wina
Swą narkozą małmazji, jagodą słodkości.
Cedzi się pianissimo w eol skrzydeł pszczółki,
W kielichach kwiecich pyłków nurzających czułki,
Grzmi forte jak huragan sęki konarzemi.
Tam kłusuje rytmika staccatu w mazurze,
Marsz galopem przebija otwory w lazurze,
By ustąpić symfonii z dźwiękami komarzemi.
Józef Zięba oceniając poezję Bojarczuka pisze, że „urzeka [ona]szczerością i prawdą. Sugestywnie przekazuje w formie literackiej bogatą skalę ludzkich przeżyć. Wartości te wytrzymały próbę czasu(...)”. Dehnel z kolei, jest wobec poety bezwzględny i surowy, pisząc o nim: „Wtórny, imitacyjny, niekiedy błyskotliwy autor celnej frazy, niekiedy zatrącający o grafomanię rymoskładacz; biedny kuzyn na bankiecie. Ostatecznie jednak rehabilituje go słowami: „Ale jaka godność od niego bije. Sam mógłby obronić honor literatury”.
Bojarczuk debiutował na łamach prasy w latach trzydziestych za sprawą swojego przyjaciela i protektora Józefa Nikodema Kłosowskiego, który opublikował kilka jego wierszy w redagowanym przez siebie czasopiśmie „Wieś Krasnystawska”. Kłosowski podejmował też starania mające na celu wydanie tomiku sonetów Bojarczuka przez Lubelski Związek Literatów. Sprawą „chłopskiego Petrarki” zainteresował się także Józef Czechowicz, prosząc w liście skierowanym do Kłosowskiego o przesłanie kilku utworów Bojarczuka do redagowanej przez siebie Kolumny poetyckiej w „Zecie”. Niestety, ani w „Zecie”, ani pod egidą Lubelskiego Związku Literatów, jego wiersze się nie ukazały.
Znajomość z Józefem Nikodemem Kłosowskim
Kłosowski w roku 1945 ponownie zamieścił kilka utworów Bojarczuka w wówczas nowo założonym przez siebie lubelskim „Zdroju”. W 1946 roku zaproszono poetę do udziału w Festiwalu Sztuki w Lublinie, zorganizowanym pod patronatem Ministerstwa Kultury i Sztuki, a 8 października w ramach tego Festiwalu wystąpił on w Poranku Poetów Ludowych i Młodych Poetów Lubelskich. Nazwisko Bojarczuka znalazło się wówczas na afiszach i zaproszeniach.
Jednakże dopiero artykuł Chciałem być chłopskim Petrarką z 1955 roku autorstwa Kłosowskiego, zwrócił na niego oczy prasy i osób odpowiedzialnych za rozwój kultury na terenie województwa. Poeta otrzymał zapomogę, odznaczono go Złotym Krzyżem Zasługi, próbowano ratować jego pogarszający się wzrok. Niestety bezskutecznie.
W 1956 r. został członkiem Lubelskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Dzięki staraniom Józefa Nikodema Kłosowskiego i Zbigniewa Stepka w grudniu tegoż roku (tuż przed śmiercią poety - 31 grudnia 1956 r.) nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej ukazał się zbiór ponad stu sonetów Bojarczuka (częściowo połączonych w pary -„syriuszki”, poeta nazywał je tak od Syriusza, gwiazdy podwójnej). Tomik nosił tytuł Blaski i dźwięki i stanowił jedynie jedną dziesiątą jego dorobku.
Wydane sonety
Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku wspominany już Józef Zięba, lubelski poeta i prozaik, podjął się trudu wydobycia sonetów Bojarczuka z rękopisów. Maszynopis książki opatrzył tytułem Linie liryki (wskazanym za życia przez Stanisława Bojarczuka). 8 lutego 2007 r. przekazał go do zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie. Miało to miejsce w trakcie spotkania poświęconego twórczości Stanisława Bojarczuka, zorganizowanego przez Bibliotekę, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Lublinie i Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”.
I wreszcie w roku 2008, wieloletnie starania środowiska literackiego Lubelszczyzny (Józefa Zięby, Jana Henryka Cichosza, Grupy Literackej „Słowo”, Grupy Literackiej A4) Miejska Biblioteka Publiczna w Krasnymstawie zwieńczyła wydaniem około trzystu sonetów Bojarczuka pod tytułem Linie liryki (wybór sonetów).
Rękopisy poety znajdują się w zbiorach Muzeum Literackiego im. Józefa Czechowicza w Lublinie, Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie oraz osób prywatnych.
Poeta pisał: „… a ślad mego istnienia w sonetach zostawię”.
Źródła:
Cichosz J. H., Chłopski Petrarka, "Kultura i Życie" 1984, nr 17.
Kłosowski J. N., Chciałem być chłopskim Petrarką, "Kamena" 1955, nr 8-9.
Szymaniak M., Polski Petrarka, „Nestor” 2008, nr 5.
Zięba J., Stanisław Bojarczuk pięćdziesiąt lat czeka na wydawcę, "Lublin. Kultura i społeczeństwo" 2006, nr 2.
„Poetyckie Łany. Kwartalnik Kulturalny Grupy Literackiej A4” 2007, nr 2 – numer w całości poświęcony Stanisławowi Bojarczukowi.
Bojarczuk S., Linie liryki (wybór sonetów), Krasnystaw – Lublin 2008.
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione
1997 - ; Wszystkie prawa zastrzeżone; Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN, ul Grodzka 21, 20-112 Lublin
powered by prothostingserwery