UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to). Więcej informacji znajdziesz tutaj.
TNN.PL             O nas   Leksykon "Pamięć Miejsca"   Przeczytaj! - Patrz!-Posłuchaj!   Przewodnik    Kontakt   
Ośrodek "Brama Grodzka - Teatr NN"    
Aktualności
O Ośrodku
Brama Grodzka
Teatr NN
Tryptyk chasydzki
Moby Dick
Zbyt głośna samotność
Inwokacja
Ziemskie pokarmy
Wędrówki niebieskie
Lubelskie Podziemia
Działalność
Zespół
Forum
Kontakt

Newsletter
Aby zapisać się do newlettera wejdź na stronę teatrnn.pl

Poznaj historię Lublina !
Edukacyjny portal internetowy o dziedzictwie kulturowym Lublina i Lubelszczyzny
leksykon.teatrnn.pl
 
Kup nasze publikacje !
Tu możesz kupić on-line wydawnictwa Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN"

 
Polecamy !

www.wesk.pl

 

http://www.mlodszaeuropa.pl

 

 

 

TNN >

Teatr NN 
 
zdjęcie ze spektaklu "Tajbełe i jej demon". Fot. M. Kubiszyn

O Teatrze NN

Teatr NN powstał w 1990 roku w Lubelskim Studio Teatralnym, którego siedzibą była Brama Grodzka i przylegające do niej kamienice. Ten rok w Polsce był początkiem wielkich zmian w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, tak więc teatr mimowolnie stał się rówieśnikiem tego, co się wtedy zdarzyło. Przeszłość osób, które zaangażowały się w Teatr NN związana była z lubelskim teatrem studenckim końca lat 70-tych i 80-tych i doświadczenie tego teatru tkwiło w nas głęboko. Mieliśmy świadomość tego, że coś się gwałtownie w naszym życiu i w naszym otoczeniu kończy - że za nami pozostają smutne i beznadziejne lata osiemdziesiąte, a z nimi część życia uwikłanego w tamten czas i jego problemy. Chcąc nadal tworzyć teatr musieliśmy zupełnie od nowa odnaleźć się w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Wyrazem tego co wtedy czuliśmy było nazwanie naszego Teatru - „NN”. Miało to oznaczać odrzucenie rodzącego się wszechobecnego w mediach stylu krzykliwej autoreklamy wielu twórców. Był to wyraz dosyć naiwnego buntu przeciwko kolaboracji ludzi sztuki - artystów z kulturą masową. Już wtedy było widać, że rodząca się kultura masowa będzie dla kultury największym zagrożeniem.

Odpowiadała mi sytuacja anonimowości i działań bez rozgłosu. Stąd nazwa „Teatr NN” nawiązuje do przestrzegania przez średniowiecznych artystów zasady bycia anonimowym, pozostawania w ukryciu. Podpisem, świadectwem artysty powinno być to co zrobił - a nie on sam. Chciałem robić teatr kameralny, dla grona zaprzyjaźnionych osób. Z tego okresu pochodzą poniższe teksty, rodzaj poetyckiego manifestu czym jest dla mnie teatr:

Dlaczego NN?

Nomen nescio - imienia nie znam. Wtopić się w swoje dzieło, wtulić się w jego ciepło i istnieć tylko poprzez nie. Zakryć twarz czarnym welonem. Odejść na spotkanie Ciemności bez obaw i strachu zostawiając swój Teatr odbity w czyichś uważnych oczach. Zostawiając swój ślad.

Dlaczego Teatr?

To właśnie w Teatrze można odnaleźć jeden z najbardziej archetypicznych i poruszających obrazów, którym wciąż karmimy naszą wyobraźnię. Magiczny krąg światła zatrzymujący Ciemność a nad nim pochyleni ludzie. Odwieczna walka Światła z Nocą, Dobra ze Złem i człowiek szukający schronienia i ocalenia tam gdzie płonie ogień. Tak należy to widzieć, rozumieć i czuć gdy stajemy naprzeciw czarnych kotar okalających miejsce gdzie światło powołuje do życia lub gasi coś co nazywamy Teatrem. Naszym Teatrem”.

„ (...) czy nie jest tragicznym to, że nie można zatrzymać tego co się samemu stworzyło? Teatr ma w sobie coś z kruchości motyla, a jego piękno i ciepło żyją tak krótko i nic nie jest w stanie tego ocalić. Może tylko słowa (...). Ale i wtedy gdzie szukać naszego bólu i rozpaczy, naszej bezradności i gorączki - tego wszystkiego co jest w nas najlepsze i najprawdziwsze gdy stajemy twarzą w twarz z innymi ludźmi. Jeżeli coś przetrwa to tylko legenda - cień egzystencji, przedziwna forma czegoś co już nie ma. Ale na to trzeba sobie zasłużyć odrzucając hałaśliwą reklamę, marzenia o sławie cierpliwie szukając swojej własnej Drogi, nie w imię sukcesu ale z pokorą przed tym co nas przerasta. Dlatego nie chcemy brać udziału w wyścigu o sławę, wątpliwą popularność i wątpliwe sukcesy, Właśnie ten wyścig zabija Sztukę i spycha ją na przegrane pozycje. Stąd pozwalamy sobie na rozpaczliwy gest wyniosłości wobec zgiełku i hałasu tego świata, jednocześnie pytając: Cóż warta jest Sztuka, która nie ma swojej temperatury, swojego własnego szaleństwa i która przestaje oświetlać drogę w Ciemności?(...)”

Wątpliwości jakie nosiłem w sobie oddaje fragment mojej wypowiedzi dla gazety „Dzień” (166/90), było to przed pierwszą premierą Teatru NN („Wędrówki niebieskie”) i dotyczyło oceny działalności teatrów alternatywnych w tamtym okresie: „To co kilkanaście lat temu było odkrywcze, teraz stało się pewną konwencją ulegającą coraz większemu skostnieniu. Większość przedstawień jest rutynowa, nie ma w nich ryzyka, pójścia w nieznane. (…) Fakt zinstytucjonalizowania tych teatrów także zrobił swoje. Nagle znalazły się w zupełnie nowej sytuacji: etaty, mała stabilizacja. A to usypia i uspokaja gdy się z tego nieumiejętnie korzysta”.

W tym okresie miałem już dość bycia artystą zatrudnionym na etacie i sprowadzania swojej aktywności tylko do teatru. Dlatego coraz bardziej angażowaliśmy się w różne pozateatralne pomysły - takie jak np. Galeria Teatru NN czy też spotkania literackie. To intuicyjne wyjście poza Teatr i zaistnienie w swoim otoczeniu nie tylko poprzez sztukę okazało się bardzo oczyszczające i nadawało naszej pracy nowy sens i perspektywę. Było to też poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o miejsce sztuki w życiu społecznym i o to jak być artystą, nie roszcząc sobie pretensji do misji i przewodzenia. Te dwa obszary aktywności: teatralny i pozateatralny, w pewien sposób się dopełniają, oświetlają wzajemnie i tworzą integralną całość.

Należy podkreślić, że historia Teatru NN to zarazem historia ratowania Bramy Grodzkiej i związanych z tym wielu nieprawdopodobnych wręcz zabiegów i starań o zachowanie tej budowli stanowiącej część ważnej historii miasta, a jednocześnie będącej od 1992 roku siedzibą Teatru NN. Dla Teatru nie był to zwykły remont lecz ratowanie pamięci odciśniętej w konkretnym miejscu - w Bramie Grodzkiej.

Myślę, że nasza działalność jest dowodem na to, że artyści potrafią i mogą tworzyć również program o charakterze społecznym i edukacyjnym wykraczający poza sztukę. Być może taka jest właśnie przyszłość tego typu małych grup artystycznych - nie kontestowanie, odrzucanie i prowokowanie świata, w którym żyjemy, lecz oswajanie i zmienianie go w swoim małym wymiarze, w bezpośrednim zasięgu ręki, przy jednoczesnym zachowaniu sztuki jako duchowego środka, źródła, do którego powraca się po siłę i wiarę w sens tego co się robi.

Dokonanie takiego wyboru niesie określone i konkretne konsekwencje, jak chociażby gorycz wynikającą z niemożności pełnej realizacji siebie jako artysty - wciąż brakuje czasu i po prostu sił. W tym miejscu przywołam Konstandinosa Kawafisa, którego opowieść bardzo pomogła mi w zrozumieniu drogi, na której znalazłem się wraz z Teatrem.

„Odwiedził mnie młody poeta. Był bardzo ubogi utrzymywał się z pracy literackiej, i wydał mi się jakby upokorzony na widok mojego wygodnego mieszkania, mojego służącego i należycie podanej przez niego herbaty, i mojego garnituru uszytego przez dobrego krawca. Rzekł: „Jaka to okropność, gdy trzeba walczyć o utrzymanie się przy życiu, łowić prenumeratorów dla periodyku i nabywców dla książki”.

Nie chciałem go pozostawić w tej pomyłce i powiedziałem mniej więcej tak: Przykra i ciężka jest jego sytuacja - ale jakże drogo ja zapłaciłem za te niewielkie moje luksusu. Aby je zdobyć, oddaliłem się od przyrodzonego mi powołania i zostałem urzędnikiem państwowym (jakie to śmieszne!) i codziennie oddaję i tracę tyle drogocennych godzin (do których trzeba jeszcze dodać godziny zmęczenia i wyczerpania, jakie następują po tamtych). Strata, jakaż strata, jakaż zdrada! Podczas gdy on, biedak, nie traci ani godziny: zawsze jest tam, gdzie powinien być, wierny obowiązkowi dziecka sztuki. Ileż razy podczas pracy biurowej nawiedza mię piękna myśl, rzadki obraz, niespodziewane wersy jakby całkiem gotowe, a ja jestem zmuszony do tego, żeby poniechać ich, bo działania urzędowego nie można odłożyć. Kiedy wracam potem do domu, kiedy już nieco odpocznę, staram się je przywołać, ale one odeszły na zawsze. I słusznie. Zda się, że Sztuka do mnie mówi: „Jam nie sługa, żebyś mnie wyganiał, kiedy przychodzę, i żebym wracała na zawołanie. Jestem największa świecie panią. Jeśli się mnie zaparłeś zdrajco i nędzniku, żeby mieć to twoje żałosne wygodne mieszkanie, to twoje żałosne piękne ubranie, to twoje żałosne dobre miejsce w społeczeństwie, musisz Si ę odtąd zadowolić tymi rzeczami ((ale tak, jak zdołasz się nimi zadowolić), a w rzadkich chwilach, kiedy przychodzę - jeśli tak się zdarza, że jesteś gotów przyjąć mnie, musisz na mnie czekać u wrót, tam, gdzie powinien byś stać codziennie”

(za Tygodnikiem Powszechnym 41/1993 „Notatki Konstandinosa Kawafisa”, w przekładzie Zygmunta Kubiaka.)

Trudno zrozumieć to, co wydarzyło się w Bramie bez spotkania z teatrem, który się tu rodził. Bez wejścia w jego atmosferę. To był przecież punkt startu. Tacy wtedy byliśmy. Dlatego spróbuję opowiedzieć o przedstawieniach, które tu powstały i które są nierozerwalnie związane z Bramą. One wciąż mają dla mnie jakieś symboliczne znaczenie, są ważnym punktem odniesienia do tego co teraz robimy w Ośrodku.

 

 Tomasz Pietrasiewicz

W Teatrze NN powstały następujące przedstawienia:


Tryptyk chasydzki
premiery: „Był sobie raz” - maj 2001; „Jak Fajwł szukał samego siebie” - luty 2002; „Tajbełe i demon” - czerwiec 2002

Moby Dick
premiera - czerwiec 1995

Zbyt głośna samotność
premiera 27 marca 1993

Inwokacja
premiera 16 maja 1992

Ziemskie pokarmy
premiera 13 września 1991

Wędrówki niebieskie
premiera 11 maja 1990

wstecz


Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione
1997 - ; Wszystkie prawa zastrzeżone; Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN, ul Grodzka 21, 20-112 Lublin

powered by prot hosting serwery

Wspłpraca: