|
Fragment związany z miejscowością: Lublin
Dotyczy okresu: po 1944 roku
Cały arsenał sprzętu wojskowego został wytoczony na ulicę - Pos�uchaj: 
To jest tak żywe w mojej pamięci, że ja tego nie zapomne do końca życia. Na Placu Dworcowym nie było żadnego autobusu, który byłby kursowym autobusem. Natomiast było mnóstwo autobusów, które przyjeżdżały z ZOMO-wcami z całego regionu oraz z policją. Ale nie tylko to, bo również cały arsenał sprzętu wojskowego został wytoczony na ulicę. Czołgi, jakieś takie kibitki, jakies takie wozy pancerne, tyle było tego gruzu, tych ruszających się na kółkach maszyn, że to robiło wrażenie, że została wydana walka wprost, oręż wojenny wydany robotnikom. Uzbrojeni ZOMOwcy, policjanci i jeszcze Służba Bezpieczeństwa. I co myśmy zrobiły tej nocy z 16 na 17, bo wtedy to bodajże było, postanowiłyśmy wtedy, że będziemy w duchu solidarności odmawiać różaniec za tych robotników, żeby tą noc przeżyli, żeby ich nie rozstrzelano. Był siedemnasto-stopniowy mróz, to nie były żarty. Odmawiałśmy różaniec i na znak solidarności z tym robotnikami wystawiłyśy na okno balkonowe taką dużą gromnicę. Słuchałyśmy też wtedy Radia Wolna Europa, bo to było jedyne czego się wtedy dało słuchać, co przynosiło jakąś obiektywną prawdę. Ta paląca się gromnica ściągnęła do nas najpierw ZOMO, a później SB. Było przesłuchiwanie, była rewizja. To że miałyśmy paszporty budziło ogromne podejrzenia. Stwierdzili, że świeczką dawałyśy robotnikom znaki i w ten sposób byłyśmy z nimi w kontakcie. Zomowcy nas spisali i przysłali do nas Służbę Bezpieczeństwa. Z tymi panami nie było juz dyskusji. Grożono nam, że za chwilę znajdziemy się na Północnej. Świecę nam zaaresztowano, została internowana. Świecy nie odzyskaliśmy do dzisiaj. Nie wiemy komu ona teraz świeci i czy w ogóle świeci.
zobacz całą relację
|