z tomu „Bez pożegnania”
Było nas pięcioro
Skąd przyszło do głowy rodzicom żeby
rodzić tyle dzieci?
Nazwiska trojga znalazły się w
encyklopedii
Nie ma jednak pewności czy nie znikną
w jej następnych wydaniach
ustępując miejsca komuś ważniejszemu
Jeśli jednak same talenty okażą się
mało trwałe
być może pozostanie coś co kiedyś
zapewniało dobre imię: przyzwoitość
„bonne souche” mówią Francuzi
a idzie po prostu o mniej więcej
czyste rachunki
Wszystko co w nas najlepsze pochodziło
od matki
Ale ona szybko nas opuściła
nie mogąc podźwignąć ciężaru
cudzoziemskości
Jeśli można tak to nazwać:
kochaliśmy się wszyscy
Ale nasze drogi szybko się rozeszły
Jaki był nasz ojciec – nikt z nas
tak naprawdę się nie zastanawiał
Jego energia przewyższała energię
całej naszej piątki
Wciąż zapracowany nie zajmował się
nami zbytnio
ku naszemu zadowoleniu
Nie sprawialiśmy mu zresztą większych
kłopotów
życie prowincjonalne nie wystawiało
nas na zbyt wiele pokus
Był fotografem starej daty
Zawód ani lepszy ani gorszy od innych
przed rewolucją żył w Moskwie z
młodą żoną i małymi dziećmi prawie luksusowo
w Lublinie zdobył sobie należne mu
miejsce i szacunek
coś na kształt lokalnej sławy
Najczęściej robił zdjęcia rodzinne
i portrety
ale jego temperament sprawił że stał
się pierwszym fotograficznym reporterem w swoim mieście
Potrafił przed wojną zatrzymać
pochód pierwszomajowy
żeby zrobić demonstrantom zdjęcie
z wysokości rozstawionego na chodniku
stołu
z którego jak strach na wróble
wysterczał statyw jego staromodnego aparatu
nakrytego ciemną płachtą
Kochał teatr i operę
i pracując w ciemni wygwizdywał
melodie ulubionych arii
Palce miał zawsze brązowe od kwasów
ale moment ukazania się na papierze
obrazu
który utrwalał minioną chwilę
napełniał go wyraźnym zadowoleniem
Miał bibliotekę rosyjskich klasyków
w oryginale
i czytał wieczorami leżąc w łóżku
póki zmęczenie nie zamknęło mu oczu
Niechętnie wysupływał pieniądze na
mój nowy fartuszek szkolny
i robił to tylko wskutek perswazji
wychowawczyni klasowej
Zdarzało mu się jednak wydawać
czasem pieniądze na rzeczy najzupełniej zbyteczne
na kryształowy wazon lub staroświecki
zegar
Nieraz odprowadzał mnie do szkoły
Bywało też że przynosił mi na
szkolną pauzę zakupioną w sklepie bułkę z szynką
polecając doręczenie woźnej która
zamiast pilnować porządku
musiała uganiać się za mną po
korytarzach lub po boisku szkolnym.
Nie miał zwyczaju ani czasu na
prowadzenie z nami rozmów
był jednak dumny z naszych postępów
w nauce
Wszyscy z nas mniej więcej wiedzieli
czego chcą
Tylko mój najstarszy brat bardzo
piękny
artysta z temperamenty i playboy w
dawnym stylu
nie mógł się zdecydować co będzie
robił dalej
kiedy zwiodły go talenty malarskie
Mieliśmy więc do czynienie z
przyszłym lekarzem przyszłą pielęgniarką
i młodą mężatką która wydawała
się zadowolona ze swego nowego stanu
nie snując dalszych planów
Najmłodsze kurczę nie sięgało
jeszcze myślami poza gimnazjalne mury i czytelnię
gdzie równie dostępne były
„Wiadomości literackie” „Pion” i „Prosto z mostu”
Dziś myślę, że jeśli pozostawieni
własnej samowoli
nie zrobiliśmy z niej najgorszego
użytku
stało się tak dzięki wyniesionym z
domu rodzinnego przekonaniom
że droga prosta jest najkrótsza
Dopiero po latach miało się okazać
że decyzja jest zawsze w rękach tego
„co kule nosi”
Wkrótce po śmierci mamy ojciec ożenił
się po raz wtóry
Moja starsza siostra wspomina
że do jej obowiązków należało
poszukiwanie ojcowskiego kapelusza
który wciąż gubił się w dorożkach
załadowanych fotograficznym sprzętem
Czasem zdawało mi się że pod tą
rozwianą na wietrze płachtą aparatu
wzleci kiedyś w niebo gdy nadejdzie
jego pora
Ale śmierć dosięgła go dopiero po
kilku latach choroby
którą spędził unieruchomiony w
łóżku
Cios losu jak zawsze celny uderzył go
tak żeby najbardziej zabolało
bo ruchliwość jego była przysłowiowa
Lubił wspominać Moskwę Kijów i
Odessę
po której ulicach toczyły się
zrzucane z wozów ogromne kawony
będące dla niego symbolem dzieciństwa
Co do mnie – zawsze nie znosiłam
fotografii
Gust do niej przywrócił mi dopiero
mój najstarszy brat
który uczynił z niej dzieło sztuki
i był jedynym chyba znanym mi
człowiekiem
który nie znał zawiści i nigdy nie
powiedział o nikim złego słowa